Ani chwili wytchnienia. Jak świat długi i szeroki, jak życie ciężkie i skomplikowane, tak często, a wręcz nagminnie spotykamy się z nieuczciwością, nieszczerością, krętactwem, manipulacją, niedopowiedzeniami i wszystkimi innymi przymiotami powodującymi mdłości.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że tak już jest i sytuacja raczej nie ulegnie zmianie, lecz nadal zaskakują mnie pewne wydarzenia, które mogłyby odbyć się lekko, łatwo i przyjemnie, a właśnie przez owe przymioty wszystko dzieje się zupełnie niewłaściwie i nieodpowiednio.
W czym rzecz?
Jakiś czas temu zgłosiłam się na staż, bezpłatny, lecz dający mi ciekawy wpis w CV, świadczący o różnorodnym doświadczeniu. Staż, co prawda, skierowany był w głównej mierze do osobników początkujących w mojej dziedzinie, a ja do nich już nie należę, lecz po skrupulatnym przekalkulowaniu, doszłam do wniosku, iż opłaca mi się podjąć wyzwanie. Była to jedna z decyzji, jaka ma mnie zaprowadzić na bardziej samodzielne, szerokie wody branży, w której możliwe, że odnajdę się prowadząc też własny biznes. Kto wie?
Na staż zostałam przyjęta, nastąpiła miła wymiana maili, potem cisza, ale nie niepokojąca. Wydawało się, że wszystko jest jasne, gdyż w ciągu kilku tygodni miałam otrzymać maila ze szczegółami.
Maila nie otrzymałam, za to zadzwonił telefon z biura z pytaniem, czy w ramach stażu, nie mogłabym pełnić jeszcze dodatkowej funkcji (oczywiście bezpłatnie)? Zgodziłam się, gdyż w rozmowie otrzymałam informacje sugerujące, że tak funkcja to tylko na papierze i za nic więcej nie będę odpowiedzialna. Wszystko wyglądało wspaniale, kontakt osobisty, uzgadnianie, może lekka nutka lekceważenia w głosie, bądź to tylko moje czepliwe wrażenia.
Podczas rozmowy zapytałam o jeszcze jedną kwestię, która wydawała mi się wręcz oczywista, a nie została poruszona wcześniej. Skoro obiecano mi referencje po odbyciu stażu, to rozumiem, że podpiszemy także umowę. Mój rozmówca był zdziwiony.- Jak to, umowę? Po co? Na kilka dni? My takich rzeczy raczej ze stażystami nie robimy. – Oni jadą z grupą młodzieży w wielogodzinną podróż przez kraje europejskie, za darmo, bez żadnej umowy. Aha…!!!!!!!!!!!????????????!!!!!!!!!!…Ale, przepraszam, że jak? Poinformowałam w takim razie uprzejmie, że ja bez umowy nie pojadę. (Darmowy staż, polegający tak naprawdę na wykorzystaniu nowicjusza do brudnej i odpowiedzialnej pracy, to typowy chwyt, lecz niech zostaną zachowane chociaż pozory uczciwości i właściwej organizacji). Pan z biura zgodził się na warunki, pożegnaliśmy się i znów nastąpił moment ciszy w eterze.
Aż do dzisiaj. Ponownie otrzymałam telefon z biura. Proszono mnie bym podpisała dokument, lecz nie do mojego stażu, ale tej dodatkowej funkcji, którą zgodziłam się pełnić. Jako, że wcześniej nie pracowałam w takiej roli, postanowiłam, dla czystego sumienia, upewnić się czy na pewno nie będę, podpisując ów dokument, odpowiedzialna cywilnie za grupę młodzieży. No i jakież było moje zdziwienie gdy w słuchawce usłyszałam speszenie zmieszane z podśmiewaniem się, bagatelizowaniem i niepewnością. Czyli oficjalnie to ja, w razie jakiejś szkody, zbieram baty, choć tak naprawdę nie muszę pilnować dzieciaków by poszły o przyzwoitej porze spać. Hmm, och, jak niefortunnie! Więc powinnam wykupić sobie OC.
Dalej drążę. A co z umową? – No jeśli muszę mieć umowę, to możemy podpisać – jakby z łaską słyszę w słuchawce. – Czy ja chcę wolontariat, czy umowę zlecenie? – Nadal nie ogarniam tej rozmowy, szczególnie gdy słyszę, że według opinii mojego rozmówcy, bardzo przeżywam ten wyjazd.
Od kiedy bycie odpowiedzialnym i sumiennym jest źle widziane u pracodawcy? Chęć podpisania umowy to nie jest nadgorliwość tylko profesjonalizm i znajomość realiów. Dlaczego podczas tych rozmów poczułam jakbym zbytnio się czepiała nieistotnych szczegółów?
Proszę pamiętać o śpiworze – Jakim śpiworze? – No, przecież pisałem Pani w mailu. – Nie, nie pisał Pan.
To ja się domagam profesjonalizmu i odpowiedzialności. To ja się domagam informacji i odpowiedzi na każde, nawet najbardziej szczegółowe pytanie odnośnie trasy, bo mam do tego prawo. I przede wszystkim, domagam się umowy, żeby być zabezpieczoną tym świstkiem papieru, gdy jadę autokarem z kilkudziesięcioma niepełnoletnimi turystami. Bo to nie jest moja prywatna wycieczka, a gdyby była to nie zrobiłam bym jej za darmo.
Czy trudno od początku stawiać sprawę jasno i uczciwie? Na zasadzie – jest tak i tak, czy może pani pełnić dodatkowo taką a taką funkcję, lecz proszę pamiętać że przyda się przy tym OC; umowa będzie czekała na panią w autokarze, a jej wzór prześlę wcześniej mailem, do wglądu.
Zamiast tego, słyszę, że wypadki, w których przydaje się OC, zdarzają się jeden na milion.
Tfu tfu, żeby nie wykrakał, nikomu nie życzę.
To nie jest poważne.